Ocknęłam się dosyć niedawno - z medium o znanym wszystkim skrócie FB dowiedziałam się, że jeden z moich ulubionych zespołów zamiast kolejnego singla z ostatniej płyty, wypuścił w świat utwór nagrany przy okazji własnie tego ostatniego albumu. Mowa o "Trigger Happy Hands" Placebo. Świadomie ominęłam dwa ostatnie koncerty zespołu w Polsce (lipiec i listopad 2009), na których podobno grali ten nowy kawałek. Cóż, you can't always get what you want. Of course, if you really want it. Gdzieś w 2004 roku skończyły się czasy bezkrytycznego przygarniania do serca wszystkiego, co zaśpiewał Brain Molko. Swoją drogą, wtedy też skończyły się dobre czasy zespołu. Ostatnie sześć lat wolałam wracać do pierwszych czterech albumów, niż słuchać dwóch ostatnich. Nie dziwi mnie więc to, że przegapiłam moment, w którym "Trigger Happy Hands" pretendował do miana kolejnego przeboju coraz bardziej zapomnianej (nie tylko przeze mnie) grupy.
Piosenka brzmi jakby była kolejnym owocem współpracy Timo Maasa z Brianem Molko. Więcej tu elektroniki niż rocka. Ale nie to jest najważniejsze. Przemilczałabym sam utwór i nie stworzyłabym tego przydługiego wstępu, gdyby nie PRZESŁANIE. Po czwartej płycie Brian Molko przestał grzebać w Duszy szukając tam inspiracji do pisania tekstów; skupił się za to mocniej na sprawach bardziej uniwersalnych i... radośniejszych. Tym razem jednak przeszedł samego siebie, napisał bowiem protest song. O pogłębiającym się upadku ludzkiej rasy, o władzy, która ma nas gdzieś, o zupełnie bezsensownych wojnach. Put your hands in the air and wave them like you give a fuck... Wszystkim nam powinno zależeć, prawda? Nie sądzę jednak, żeby cierpko brzmiące słowa "Trigger Happy Hands" spowodowały chociażby poruszenie, nie mówiąc już o rewolucji na miarę "Imagine" Johna Lennona czy "Dziwny jest ten świat" Czesława Niemena.
Większe wrażenie robi na pewno piosenka w połączeniu z teledyskiem - dzieci przystawiające sobie kolorowe, plastikowe pistolety do głów (jak w tekście "Gwiazdki" T.Love: Za pierwszą wypłatę kupie sobie armatę, kupie sobie duży czołg/ Będę strzelał tu i tam, będę fruwał, będę latał, będę panem tego świata), cierpienie i przemoc. Nic innego niż to, co można zobaczyć codziennie w telewizyjnych wiadomościach.
Obok płytki z piosenką, fani mogą zakupić koszulkę z rysunkiem, który świetnie obrazuje Przesłanie utworu: przeraźliwie uśmiechnięty clown jest marionetką pociąganą na sznurkach-drutach kolczastych przez karabin.
Mniej globalny protest song nagrał też wrocławski artysta L.U.C. (w towarzystwie Abradaba). W "Kto jest ostatni?" sprzeciwia się monopolowi i biurokracji polskiej poczty. Jedno okienko, kolejka, awizo w skrzynce na listy. Wczoraj, w samo południe, za pomocą wspomnianego już medium o skrócie FB, L.U.C. skrzyknął pod Teatrem Lalek niemal 160 osób, które ustawiając się w fikcyjnej kolejce, pomagały w kręceniu teledysku. Panie, bo tak kolejka nie ma końca, ciągnie się jak boży glut od Jowisza do Słońca...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Niemen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czesław Niemen. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 18 października 2010
środa, 29 września 2010
Do końca roku
Nadeszła jesień. Tydzień temu był "The Last Day of Summer", potem już tylko "mimozami jesień się zaczyna...". Dziś o piosenkach, które poprzez nazwę zespołu lub tytuł związane są z miesiącami, które pozostały do końca roku. Tych mniej lub bardziej oczywistych, ale jakże wyjątkowych.
Wrzesień - "September Morn" Neil Diamond (1980 r., album "September Morn"). September morning still can make me feel this way... Piosenka o kobiecie i mężczyźnie, o dorastaniu, o rozstaniach i powrotach.
Październik - "Bury My Lovely" October Project (1993 r., "October Project") . Swego czasu słyszałam tę piosenkę tylko u Marka Niedźwieckiego, w "Trójce" lub w "Złotych Przebojach", zawsze w pierwszej październikowej audycji. Symbol jesieni, obok "Trouble" Coldplay. Doskonała, gdy liście są żółte, czerwone, brązowe. Można cieszyć się ostatnimi ciepłymi promieniami słońca. Zima nie wydaje się jeszcze taka straszna.
Listopad - "November Rain" Guns'n'Roses (1991 r., "Use Your Illusion vol. I"). Bo czegóż innego można słuchać w listopadzie? Orkiestra gra, fortepian też, Axl Rose jeszcze wygląda na romantycznego intelektualistę. Łabędzi śpiew Gunsów, jedna z ballad wszech czasów, ponad 16 i pół miliona wyswietleń na You Tube. I oczywiście deszcz. Ale nothing last forever, even cold november rain.
Grudzień - "A Long December" Counting Crows (1996 r., "Recovering the Satellites"). Minął już niestety ten czas, kiedy co roku, co tydzień w grudniu można było usłyszeć w "Trójce" ten utwór. To wspomnienie z czasów liceum, kiedy każde doświadczenie było mocniejsze. "A Long December" towarzyszył mi w pociągach, autobusach, na spacerach z psem - po śniegu, który też był jakby inny niż dzisiaj. Dla mnie grudzień był zawsze miesiącem oczekiwania - na święta, na spotkanie z rodziną, ale także na koniec roku. Można zaknąć stare sprawy i rozpocząć wszystko z czystą kartką. Ten czas oczekiwania zawsze był zbyt długi... A long december and there's reason to believe, maybe this year will be better than the last... Słowa, które wraz z towarzyszącym im akordeonem, brzmią w uszach niczym memento. Chcę w to wierzyć.
Wrzesień - "September Morn" Neil Diamond (1980 r., album "September Morn"). September morning still can make me feel this way... Piosenka o kobiecie i mężczyźnie, o dorastaniu, o rozstaniach i powrotach.
Październik - "Bury My Lovely" October Project (1993 r., "October Project") . Swego czasu słyszałam tę piosenkę tylko u Marka Niedźwieckiego, w "Trójce" lub w "Złotych Przebojach", zawsze w pierwszej październikowej audycji. Symbol jesieni, obok "Trouble" Coldplay. Doskonała, gdy liście są żółte, czerwone, brązowe. Można cieszyć się ostatnimi ciepłymi promieniami słońca. Zima nie wydaje się jeszcze taka straszna.
Listopad - "November Rain" Guns'n'Roses (1991 r., "Use Your Illusion vol. I"). Bo czegóż innego można słuchać w listopadzie? Orkiestra gra, fortepian też, Axl Rose jeszcze wygląda na romantycznego intelektualistę. Łabędzi śpiew Gunsów, jedna z ballad wszech czasów, ponad 16 i pół miliona wyswietleń na You Tube. I oczywiście deszcz. Ale nothing last forever, even cold november rain.
Grudzień - "A Long December" Counting Crows (1996 r., "Recovering the Satellites"). Minął już niestety ten czas, kiedy co roku, co tydzień w grudniu można było usłyszeć w "Trójce" ten utwór. To wspomnienie z czasów liceum, kiedy każde doświadczenie było mocniejsze. "A Long December" towarzyszył mi w pociągach, autobusach, na spacerach z psem - po śniegu, który też był jakby inny niż dzisiaj. Dla mnie grudzień był zawsze miesiącem oczekiwania - na święta, na spotkanie z rodziną, ale także na koniec roku. Można zaknąć stare sprawy i rozpocząć wszystko z czystą kartką. Ten czas oczekiwania zawsze był zbyt długi... A long december and there's reason to believe, maybe this year will be better than the last... Słowa, które wraz z towarzyszącym im akordeonem, brzmią w uszach niczym memento. Chcę w to wierzyć.
Subskrybuj:
Posty (Atom)