Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Michael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą George Michael. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lutego 2011

Pierwsze wspomnienia pt.2


Już kiedyś zastanawiałam się, jaki utwór będzie światowym numerem jeden na światowych listach przebojów, kiedy urodzi się mój syn. Być może uda mi się to przegapić.
Podobno udowodniono, że dzieci w łonie matki słyszą dźwięki i to nie tylko te najbliższe, czyli szumy, skrzeki i stuki organizmu, ale też głos matki, a w mniejszym stopniu te dochodzące z zewnątrz, jak głos ojca czy muzyka z radia.
Daleka jestem od nakładania słuchawek na brzuch, żeby mały B. lepiej słyszał. Daleka też jestem od słuchania muzyki klasycznej, która podobno wspiera rozwój malucha już od życia prenatalnego.
Mam cichą nadzieję, że B. będzie wolał "moją" muzykę, niż tę, której będą słuchać jego koledzy - chyba że nastąpi mega rewolucja i wszyscy za 13-15 lat będą słuchać rocka, tak jak kiedyś słuchali grunge'u czy punka. Póki co, kilka dni temu brzuch zaczął tańczyć akurat gdy w radiu leciał "czarny", bujający utwór. Czy mam się już bać?
Nie umiem śpiewać, więc samodzielnie tego nie robię. Podśpiewuję za to piosenki, które akurat słyszę. Jak do tej pory ożywienie następowało przy "Cruisin'" Huey'go Lewisa i Gwyneth Paltrow (no co, to bardzo ładna piosenka) i "Careless Whisper" George'a Michaela (słabość mam i sentyment). Hmmm, już trochę lepiej...
Nie będę się martwić na zapas. Pewna Sarunia usypiała na moich rękach, gdy śpiewałam jej utwory Nightwish....

piątek, 24 września 2010

Cover Me

Poczytny i opiniotwórczy "New Musical Express" opublikował właśnie stworzoną głosami słuchaczy listę najlepszych i najgorszych coverów wszech czasów.
Brytyjscy słuchacze nie zaskoczyli: wygrał zespół Muse, który w 2001 roku na płycie "Origin of Symmetry" zamieścił swoją wersję "Feeling Good". Sam utwór powstał w 1965 roku na potrzeby musicalu "The Roar of the Greasepaint - the Smell of the Crowd", a najbardziej znanych wykonań dokonali Nina Simone, Michael Buble i uwielbiany na wyspach Muse. Uwielbiany do tego stopnia, że wyprzedził Beatlesów, Nirvanę i Jimi'ego Hendrixa, który za to umieścił dwa swoje nagrania w pierwszej dziesiątce.

Oto pierwsza dziesiątka:
10. "The White Stripes "I Just Don't Know What to Do With Myself" (Dusty Springfield)
9. Mrarvin Gaye "I Heard it Through the Grapevine" (Gladys Knight & The Pips)
8. Jimi Hendrix "All Along The Watchtower" (Bob Dylan)
7. Jeff Buckley "Hallelujah" (Leonard Cohen)
6. The Clash "I Fought the Law" (Sonny Curtis and The Crickets)
5. Nirvana "Where Did You Sleep Last Night" (Leadbelly)
4. Jimi Hendrix "Hey Joe" (jako pierwsi The Surfaris)
3. Johnny Cash "Hurt" (Nine Inch Nails)
2. The Beatles "Twist and Shout" (Top Notes)
1. Muse "Feeling Good" (oryginalnie Gilbert Price)

Poniżej, dla przeciwwagi, dziesiątka najgorszych coverów wszech czasów. Na wszelki wypadek nie będę się na jej temat wypowiadać.
10. Mark Ronson "No One Knows" (Queens of the Stone Age)
9. Limp Bizkit "Faith" (Geoprge Michael)
8. Madonna "American Pie" (Don Henley)
7. Will Young "Light My Fire" (The Doors)
6. Robbie Williams "Song 2" (Blur)
5. M People "Itchycoo Park" (Small Faces)
4. Take That "Smells Like Teen Spirit" [WTF???] (Nirvana)
3. Celine Dion "You Shook Me All Night Long" (AC/DC)
2. Ronan Keating "Fairytale of New York" (The Pouges)
1. Britney Spears "I Love Rock'n'Roll" (Joan Jett)

Czy jest na świecie jeszcze jakiś artysta/ zespół, który choć raz nie popełnił coveru? Ja nie znam/ nie słyszałam/ nie pamiętam. Autorskie wersje piosenek innych artystów to już niemal codzienność. A ostatnio namnożyło się ich ponad normę.
Na lokalnym podwórku mamy Acid Drinkers z wypełnionym coverami albumem "Fishdick Zwei - The Dick is Rising Again", a na nim piosenki takich wykonawców jak Ray Charles, Donna Summer, B-52's, o Metallice i Slayerze nie wspominając. Wcześniej Radio Euro promowało składankową płytę pt. "Wszystkie Covery Świata". Na pierwszym dysku "nowe" i świeże polskie zespoły grały wersje polskich klasyków rocka z lat 80., a na drugim znlazły się covery wykonawców zagranicznych.
W sklepach jest już nowy album Carlosa Santany, "Guitar Heaven: The Greatest Guitar Classics of All Time". (Brzmi to jak tytuł tandetnej składanki prosto z kosza z płytami w hipermarkecie na T., na której okładce napisane jest drobnym maczkiem, że wszystkie utwory to cover versions.) Lista utworów imponująca, podobnie jak lista nazwisk - gości, którzy nie odmówili udziału w TAKIM przedsięwzięciu. Ale to temat na zupełnie inny wpis...
Kilka przeróbek zamieścił też na swojej nowej płycie (premiera 28. września) kolejny Mistrz (Smutnej) Gitary - Eric Clapton. Jego płyta jest zdecydowanie mniej przebojowa, mniej spektakularna. Rozrzewniona, smutna i jesienna.
Nwet Bjork na pogrzebie guru mody, Alexandra McQueena, zaśpiewała "Gloomy Sunday" Billie Holiday, zwaną dalej Najbardziej Depresyjną Piosenką Świata. Tak depresyjną, że nawet jej kompozytor popełnił samobójstwo.
Całe albumy z coverami nagrywali już chociażby Patti Smith ("Twelve", 2007 r.), Tori Amos ("Strange Little Girls", 2001 r.) czy nawet Placebo ("Covers", utwory zebrane ze stron B singli grupy). Ich przeróbki "Jackie" Sinned O'Connor czy "I Feel You" Depeche Mode są rewelacyjne. Podobnie jak Deep Purple'owy "Hush" w wykonaniu Kula Shaker, czy "Everybody Got to Learn Sometimes" The Korgis w wersji Becka, czy "I Just Died in Your Arms Tonight" Dommin, oryginalnie wykonywany przez Cutting Crew, czy "Careless Whisper" George'a Michaela w wersji Delight, Seether lub Gossip...

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Pocztówka z Ciepłych Krajów

Już sześć lat temu pojecie "wakacje" straciło dla mnie cały swój sens i dawny urok. Nie zaznałam trzech miesięcy studenckich wakacji, bo co to za wakacje, kiedy trzeba pracować. Na moim miejscu bardziej odpowiednie jest brzydkie słowo "urlop". Brzydkie, ale ładne. Postanowiliśmy się tym razem niczym nie przejmować i o niczym nie myśleć. Zdaliśmy się na uśmiech losu i profesjonalne ręce. Sama frajda i pełna bumelka.
Choć cisza, czytaj: gwar basenu/ plaży/ deptaku też bywa przyjemna, szczególnie w tym wyjątkowym czasie, nie wyłączyłam uszu podatnych na muzykę. Niewiele jednak przez te dwa tygodnie usłyszałam. Plaża co kilkadziesiąt metrów dudniła ścieżką dźwiękową pobliskiej knajpy. Było to coś w stylu Pewnej Stacji, której nazwy nie wymienię - od "hitów" do tańczenia po Nickelback. Na tyle znośnie, żeby ułożyć się na tyle daleko, by dolatywały jedynie strzępy.
Wolałam sama mimo wszystko zapewnić sobie muzyczne tło wypoczynku. Odbiornika radiowego w hotelu nie uświadczyłam. Zastąpił go telewizor, który nadawał "Amercian Idol" (czy pani w jury to Paula Abdul coraz bardziej przypominająca śp. Michaela Jacksona?). W polskich ośrodkach wczasowych zawsze było radio, a dla żądnych telewizji była specjalna sala. Cóż, you can't always get what you want. Niezrażona, założyłam słuchawki podpięte do telefonu komórkowego i rozpoczęłam szukanie greckich stacji radiowych. W połowie z nich cały czas coś mówili w zupełnie niezrozumiałym języku. Druga połowa obfitowała w lekkie, łatwe i niekoniecznie przyjemne przeboje. Co dwie, trzy godziny litania wakacyjnych przebojów rozpoczynała się od nowa. O ile pop-rockowe, gładkie amerykańskie produkcje typu Scouting for Girls jestem w stanie znieść, o tyle roztańczona wersja "Unforgiven" Metalliki ani trochę mnie nie przekonuje. Kiedy usłyszałam ją drugi raz słuchawki i funkcja "radio" odeszły w zapomnienie. Szczęśliwy P., który wgrał sobie MP3-ki...
Jaki artysta najbardziej kojarzy się nam z Grecją? Eleni. Demis Roussos. Bezrefleksyjną odpowiedź "Grek Zorba" też zaliczamy. Ale oto w czasie długiej podróży autokarem nasza przewodniczka włącza... Maję Sikorowską. O, cudzie. Ciepły, damski głos. Zero folkloru. Fajnie. Pół Polka, pół Greczynka, prosto z Krakowa/ Salonik. Na nieszczęście po trzech piosenkach odebrano jej głos.
Dwa dni później na pirackim statku zorganizowana zabawa dla dzieci. Co gra Pan Z Klawiszem? "Careless Whisper" George'a Michaela. Dobrze, że nikt nie próbował śpiewać. W drodze powrotnej pokaz tradycyjnych greckich tańców, oczywiście przy akompaniamencie tradycyjnej muzyki na pół żywo. Zawsze to coś interesującego i egzotycznego, ale nie, nie da się. Nie da się dopchać, żeby cokolwiek zobaczyć. "Zorba" na bis. Nie mogło być inaczej. Dla turystów wszystko. Powrót do domu to zdecydowanie muzyczna ulga...

niedziela, 27 czerwca 2010

Niedziela, godzina 7:40

W niedzielne poranki wyjątkowo przełączam radio na Eskę Rock. Przed pracą (nie zawsze mam przywilej odpoczynku w tej najdziwniejszy dzień tygodnia) fajnie jest się doenergetyzować. Mogłabym równie dobrze włączyć jakąś płytę, ale to nie to samo. Piosenka usłyszana w radiu ma inny charakter niż ta włączona samodzielnie.
Kilka już razy zdarzyło się, że własnie o 7:40 w pracującą niedzielę leciał najlepszy, a przynajmniej mój ulubiony, utwór w całej godzinie.
"Part of me" Chrisa Cornella słyszałam dwie niedziele pod rząd. Choć sama piosenka do moich faworytek nie należy, to Chris Cornell jak najbardziej - przynajmniej bardziej w swoim starszym wydaniu. Potem rewelacyjna wersja piosenki George'a Michaela "Careless Whisper" w wykonaniu Seether. "True Faith" Annberlin z repertuaru New Order. "I Just Died in your Arms Tonight" Cutting Crew wykonywany przez złowieszczo wyglądający zespół Dommin. Swoją drogą, wszystkie te covery są rewelacyjne. A radio grało je akurat wtedy, kiedy potrzeba.
Dziś harmonia godziny 7:40 została zaburzona. O 7:40 wybrzmiało "Chcemy być sobą" Perfectu. Uch. Nie, proszę, nie. Za to dziwnym trafem trzy utwory zagrane dookoła 7:40 należą do moich faworytów. Najpierw "The Final Countdown" Europe. Klasyka kiczu, pudel metalu, brzydkich fryzur, plastikowych klawiszy i wszystkiego innego, co może być winne całemu złu muzycznego świata. Ale jak gra! Plastikowy klawisz jest najlepszy! To jedna z lepszych piosenek na pobudkę. I nic dziwnego, że co roku towarzyszy sylwestrowym odliczaniom. Proszę, nagrali taki numer w 1986 roku i wszyscy ich znają... Szczęściarze. Teraz Pan Wokalista, Joey Tempest lepiej, moim zdaniem, wygląda niż śpiewa.
Po "The Final Countdown" jeden z lepszych utworów ostatnich miesięcy - "Give You Everything" The Boogie Town. Rewelacyjne, z pazurem, z głosem rozkosznie zasypanym piachem, a na dodatek z Polski! Czyli jednak Polak potrafi. Debiutancki album zespołu, "1", od miesiąca jest już na rynku. Niestety, jeszcze nie wiem, czy jest tak samo dobry, jak ten utwór. Na początku zdawało mi się, że zespół o takiej nazwie już istnieje/ istniał i do tego kiedyś miał taki całkiem spory hit "Your Woman", ale po grzebaniu w zakamarkach pamięci przypomniało mi się, że to był zespół White Town.
Nadeszła 7:40, wybrzmiało "Chcemy być sobą", a następnie "Iris" Goo Goo Dolls - utwór, o którym już pisałam. Lepiej być nie mogło. Reguły czasami są po to, by je łamać.