Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pearl Jam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pearl Jam. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 lutego 2011

Grammy


Rozdane. Najważniejsze (podobno) nagrody przemysłu muzycznego.
Co ciekawego dla nas?
* Album roku: "The Suburbs" Arcade Fire (tak, tak, tak!!!)
* Najlepsze solowe wykonanie rockowe: "Helter Skelter" Paul McCartney (niestety, nie wygrał "Silver Rider" w wykonaniu Roberta Planta...)
* Najlepsze wykonanie grupowe w kategorii rock: NIE wygrali Kings of Leon z "Radioactive"
* Najlepsze wykonanie hard rockowe: "New Fang" Them Crooked Vultures (a nominowany był także "Black Rain" Soundgarden, "Between the Lines" Stone Temple Pilots i "Looking in View" Alice in Chains. Grunge wraca?)
* Najlepsze wykonanie metal: nuuudy
* Najlepsza piosenka rock: "Angry World" Neil Young
* Najlepszy album rock: "Resistance" Muse (a z fajnych nominacji "Backspacer" Pearl Jam
* Najlepszy album alternatywny: "Brothers" The Black Keys

Całkiem, całkiem.
Tym razem Gaga wyszła z jajka.

piątek, 5 listopada 2010

Notowanie 1501

Trwa od 19:05. W ubiegły piątek miało miejsce 1500 notowanie Listy Przebojów Programu III. Niby nic, a jednak 28 lat za słuchaczami. Lista nadaje nieprzerwanie, mimo kataklizmów, politycznych zmian dyrekcji, mimo czasowej nieobecności jej ojca, Marka Niedźwieckiego.
28 lat. Być nie może.
Dla mnie Lista zaczęła się w grudniu 1996 roku. To było notowanie może 773, 774? Pamiętam, że wtedy zapowiadano świętowanie przedświątecznego wydania 777. I pamiętam, że byłam bardzo zawiedziona nieobecnością na Liście mojego ulubionego zespołu, Kelly Family. Gdy powiedziałam o tym czternaście lat później Niedźwiedziowi, ten tylko uśmiechnął się pod wąsem. Zostałam z Listą, potem przyszło słuchanie „Trójki” i jej innych audycji.
Szczególnie na etapie poznawania muzyki Lista była ważna – wtedy byli na niej tacy wykonawcy jak The Cure, Garbage czy Pearl Jam. A koniec lat 90. i początek nowej dekady (jak to się mówi? – lata dwutysięczne?) to czas, kiedy Lista była ważniejsza niż cokolwiek innego. W piątki od 19 do 22 nie było mnie dla nikogo. Koleżanka, film w telewizji, spotkanie rodzinne nie miały szans.
Tęsknię za tymi czasami. Chyba już nie powrócą, życie wywróciło się do góry nogami i już nie jest takie proste jak kiedyś. Ale Lista trwa nadal i dzisiaj jej kolejne notowanie. Teraz, wymiennie, co tydzień, prowadzą je Niedźwiedź i Piotr Baron. Lista miała wielu druhów zastępowych. Pamiętam notowanie 888 z 9. lutego 1999 roku - poprowadził je po raz pierwszy Piotr Stelmach. Wszystko mu się wtedy trzęsło ze strachu. Pamiętam też notowanie prowadzone przez Kubę Strzyczkowskiego – zostało mu sześć minut audycji i pierwsza dziesiątka do zagrania. Tak, to zdecydowanie były CZASY.
Lista dorobiła się dwóch książek o sobie, a trzecia podobno w przygotowaniu. Świetnie. Mam drugą z autografem, pierwsza (nakład wyczerpany) w aukcjach internetowych osiąga wysoką cenę (prezenty mile widziane). Było też mnóstwo reportaży i pewnie drugie tyle prac magisterskich na ten temat. Jest też forum – www.forumlp3.pl
Mi pozostało kilka zeszytów z notowaniami i zaznaczanym obok poszczególnych piosenek poziomem uwielbienia. Serduszka, gwiazdki, wykrzykniki. Mam też kasety magnetofonowe z wyjątkowymi fragmentami audycji – a to Pierzasta śpiewa piosenkę Yugotonu, a to Marcel i Balonik śpiewają piosenkę świąteczną, a to Stelmi pyta ile włosów ma Sal Solo, a to Helen losuje moją kartkę i wygrywam zestaw singli.
Cały ubiegły tydzień słuchałam podsumowania 1499 notowań. I łapałam się na tym, że te nowsze utwory, powstałe po 2000 roku, traktuje trochę po macoszemu. Jakby były mniej częścią Listy niż te starsze. Bo Lista to przecież bardziej te dawne czasy, kiedy muzyki słuchało się z radia, a nie z Internetu. To była zupełnie inna magia. Załapałam się więc na te kilka ostatnich wspaniałych lat. Mimo że na większość największych przebojów byłam za mała lub nie było mnie wcale czuję, że są one bardziej moje i bardziej niepowtarzalne. Coś, co trudno wytłumaczyć… To właśnie z większością z tamtych utworów jestem emocjonalnie związana. Z tymi nowymi nie.
Numerem 1 w notowaniu 1000. było „A Thousand Years” Stinga. Przy notowaniu 1500. nie było w zestawie do głosowania piosenki z liczebnikiem, ale było „Radioactive” Znanego Wszystkim Zespołu. Ale na miejscu pierwszym znalazł się „Love Shack” Acid Drinkers i Ani Brachaczek. Ot, niespodzianka. I takie troszkę nawiązanie do dawnych, lepszych czasów.
Może jutro „Radioactive” wskoczy na szczyt? W końcu wszyscy jesteśmy albo radioaktywni, albo radiogłowi.

czwartek, 1 lipca 2010

Nie ma nas...


...na mundialu w RPA.
To też.
Nie ma nas na rozpoczynającym się dziś festiwalu Open'Er w Gdyni. A już prawie, prawie... O tej porze mieliśmy snuć się po terenie Babich Dołów. Chcieliśmy być tylko dziś, tylko i aż po to, żeby zobaczyć Pearl Jam. Taki must see. Nie udało się. A byłby to nasz pierwszy wspólny koncert.
Może to i lepiej? Od festiwalowego rozmachu wolę skromny i niepozorny koncert na jakimś stadionie.Żałuję, że nie pojechałam w 2007 roku do Chorzowa. Wcześniej, w roku 2000, byłam za młoda, choć niektórzy w tym wieku jeździli do Jarocina.
Cóż, nie ma nas i trzeba obejść się smakiem. Wierzę, że uda mi się kiedyś spełnić to marzenie. Wierzę też, że Pearl Jam nagrają jeszcze kamień milowy na miarę "Ten" i że wtedy już wszystkie stacje radiowe będą grały rocka.
Na tegorocznym Open'Erze zagrają jeszcze dwa ważne dla mnie zespoły - Skunk Anansie (próbują wrócić na scenę tak, jak gdyby nic się nie stało) i The Dead Weather - supergrupa Jacka White'a. Jego nazwisko mówi wszystko. Klasa sama w sobie. Pod różnymi nazwami robi niemal to samo, ale co z tego? White już jest legendą, nieważne, czy gra z Dead Weather, z The Racounters, czy z The White Stripes.
Widziałam The Racounters dwa lata temu. Zamietli na i pod sceną. Szczęka na trawie, emocje w strzępkach. Nie zostawiają jeńców. Dobrze, że jest taki Jack White, który mimo że prochu nie wymyśla, potrafi wgnieść w ziemię.