Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata Przemyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Renata Przemyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 22 czerwca 2010

Piosenki na "po wszystkim"

To nie będą smutne piosenki, raczej złośliwe. Sprawdzają się niemal w każdej sytuacji damsko-męskiej lub męsko-damskiej, kiedy smutek, który trudno ubrać w słowa już sobie pójdzie lub zanim jeszcze przyjdzie. Kiedy w środku już/ jeszcze nie jest zimno, a w zasadzie to wrze; kiedy już można jeść i spać. Kiedy powoli dotyka się już gruntu, ale do nieba jeszcze daleko; kiedy wraca rozsądne myślenie i kiedy już chce się walczyć, ale bardziej o siebie samą/ samego niż o nierealnych "nas". Wara ode mnie, co to ma znaczyć?! Nie, tak nie będzie, nie pozwolę sobie kastrować duszy. Głowa do góry i do roboty. Te piosenki dają mocne oparcie.

* "Shame" PJ Harvey (bo I'd jump for you into the fire/ I'd jump for you into the flame/ Tried to go forward with my life/ I just feel shame, shame, shame) - album "Uh Huh Her", 2004 r.

*
"Conceiving You" Riverside (Or maybe I'm destined to be alone? - wszyscy tak myślą...) - album "Second Life Syndrome", 2005 r.

* "Faithfullness" Skin (Common sense can slap me in the face/And yet I calm discent/ Embarrassed by yor obvious indifference) - album "Fleshwounds", 2003 r.

*
"Zero (Odkochaj nas)" Renata Przemyk (Jak kruk przez dziurę gapisz się/ Wciąż za daleko do mnie jest) - album "Andergrant", 1996 r.

* "Do You Love Me?" Nick Cave & The Bad Seeds (Do you love me/ Like I love you?) - album "Let Love In", 1994 r.

*
"You Learn About" The Gathering - album "Souvenirs", 2003 r.

* "Wire to Wire" Razorlight (You've been looking for someone to beleieve in/ To love you, until your eyes run dry) - album "Slipway Fires", 2008 r.

* "Hedonism (Just Because You Feel Good)" Skunk Anansie (I wonder if you think of me at all/ Do you still play the same moves now) - album "Stoosh",1996 r.

*
"Dangerous" Depeche Mode - strona B singla "Personal Jesus", 1990 r. Piosenka o dziwnej, chorobliwej miłości.

Miłego słuchania, oby jak najrzadziej.

sobota, 19 czerwca 2010

Mało zdolna szansonistka





















Wcale nieprawda - Renata Przemyk potrafi dużo, a nawet jeszcze więcej. Od dwudziestu lat na scenie. Wczoraj wystąpiła na scenie letniej przy ulicy ks. Brzóski w ramach obchodów święta Wrocławia. Koncert plenerowy, scena i artystka na wyciągnięcie ręki. Koncert darmowy, a więc w dużej mierze stawiła się publiczność okoliczno-przypadkowa. Trawka, gofry, kocyki, kilka ławek, czyli piknik. W dodatku koncert słabo wypromowany - w centrum Wrocławia widziałam może dwa plakaty, na których nie było nawet słowa o tym, że koncert jest darmowy. A to, niestety, często jest kartą przetargową i rozstrzyga pytanie "iść albo nie iść?" (na swoje usprawiedliwienie dodam, że na koncert regularny i biletowany też się wybieraliśmy, tylko zabrakło już dla nas biletów).
Przed koncertem głównej gwiazdy Janek Samołyk Band, prosto z Wrocławia. W kameralnym, trzyosobowym składzie (gitara, klawisze i skrzypce) zaprezentowali kilka melodramatic songs (takie określenie figuruje na stronie Myspace zespołu). Zagrają w Jarocinie, tak? Życzę sukcesu. Moim zdaniem maja duże szanse na zaistnienie w świadomości szerokiej publiczności.
Przemyk w obowiązkowej czerni i w glanach (taką miałam nadzieję, że ta metamorfoza dla majowego "Twojego Stylu" to taka jednorazowa przygoda) zaczęła od piosenek z najnowszej płyty, "Odjazd". Były więc "Zamalowana twarz", "Ile kosztuje miłość", "Póki świeci słońce", "To, że jesteś" i utwór tytułowy. Potem się rozpadało - deszcz dokonał naturalnej selekcji: ci z przypadku szybko sobie poszli. Zostali ci, którzy przyszli posłuchać wspaniałej muzyki. P. biegał z aparatem i robił zdjęcia - dwa z nich ilustrują post. Po kilkunastu minutach po deszczu nie było już śladu.
A Renata Przemyk i jej zespół dali z siebie wszystko. To świadczy, moim zdaniem, o ich klasie. Mogli zaśpiewać parę hitów na "odwal się" i po pół godzinie zejść ze sceny. Na szczęście tak się nie stało.
Po promocji nowej płyty nadszedł czas na kilka starszych utworów. Same przeboje: "Ten taniec", "Aż po grób", "Blizna", "Drzewo", "Zero (Odkochaj nas)" (mój ulubiony!), "Zona", "Nie mam żalu". Na koniec wspólnie odśpiewana "Kochana" i na bis "Babę zesłał Bóg". Pięknie. Ten koncert pokazał, że nie zawsze do zaliczenia występu jako bardzo dobrego/ świetnego/ genialnego nie potrzeba całego teatru: świateł w kilkunastu kolorach, telebimów z wizualizacjami, nastrojowej ciemności. Wystarczy muzyka.

P.S. Również wczoraj mistrzostwo NBA zdobyli Los Angeles Lakers. Przed jednym z meczy pomiędzy Lakersami a Boston Celtics "Star-Spangled Banner", hymn USA, zaśpiewała Christina Aguilera. Też ma kobieta kawał głosu i nieco pomysłów na siebie, ale brawurowe wykonanie a la Edyta Górniak przed meczami piłkarskimi w Korei i Japonii daleko jej nie zaprowadzi...