Radio gra u mnie od rana do nocy. Radio "Trójka". Czasami tylko w drodze do pracy słucham Eski Rock - wtedy siłą rzeczy idę szybciej. Radio jest moim podstawowym źródłem informacji o świecie, a przede wszystkim o muzyce.
A więc dziś o dwóch zaskoczeniach, jakie czyhały na mnie w eterze.
Robert Plant "Silver Rider" z nowej płyty "Band of Joy". Wow! Do tej pory słyszałam z tego albumu tylko promujący go "Angel Dance". Ale jeśli cała płyta jest taka jak te dwa utwory, to... chylę czoła. Plant młodzieniaszkiem nie jest, ale fantastycznie się trzyma i co ważniejsze, nagrywa świetne płyty. Zeppelinem to nie pachnie, a jednak urzeka i porywa.
Czy muszę dodawać, że kiedy byłam małym chłopcem chciałam być Robertem Plantem? We wspomnianym już w poście o Kula Shaker numerze miesięcznika "XL" z maja 1999 roku był tez spory artykuł o Led Zeppelin... Wspaniałe to były czasy kiedy było jeszcze było co odkrywać w muzyce...
Anouk "For Bitter and for Worse". Na początku myślałam, że to nagranie Alison Moyet. Niski, przejmujący głos. Potem - że to mniej histeryczna Shakira. A jeśli "Trójka" gra Shakirę, a mnie się to podoba to znaczy, że musi być coś nie tak. A utwór porywający, przejmujący, z dużym rozmachem. Po wybrzmieniu ostatnich dźwięków wyszło szydło z worka. To Anouk, najbardziej znana (obok Focus, The Legendary Pink Dots, Clan of Xymox, The Gathering i Within Temptation... jeszcze ktoś?) holenderska artystka. Głos jak dzwon. W Holandii jej "Nobody's Wife" przez długi czas był na pierwszym miejscu tamtejszego topu wszech czasów. Nagrywa melodyjne, pop-rockowe utwory i jest gwiazdą. Nawet w małym kraju się da...
Nagrała siedem albumów studyjnych, wydała jeden koncertowy i jeden z utworami wcześniej niepublikowanymi. Szkoda, że tak rzadko można usłyszeć jej piosenki w radiu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Within Temptation. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Within Temptation. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 9 września 2010
niedziela, 5 września 2010
Smyczkiem po elektrycznej
...czyli rzecz o koncertach zespołów rockowych z towarzyszeniem orkiestr symfonicznych.
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!
Przede wszystkim "S&M" Metalliki. Tak, temat wyświechtany i przegadany na wszystkie strony. A mi się podoba. Każdy z utworów zawartych na tej płycie, choć już dobrze znany od lat, jest wyjątkowy. Z towarzyszeniem orkiestry zyskuje na mocy, której już przedtem miał sporo. Moim faworytem od lat są "Bleeding Me" i "Outlaw Torn". Zupełnie niesamowite.
Wydaje mi się też, że rockowy kawałek z towarzyszeniem całej orkiestry, czy to z Warszawy, czy z samego San Fransisco jest jakby bardziej szlachetny. To musi być fanatstyczne uczucie słyszeć, jak dzielna skrzypaczka z renomowanej orkiestry gra twój, w pierwotnej wersji, metalowy utwór. Może też nadanie takiego klasycznego rysu wrzeszczącym gitarom jest pewną formą ich złagodzenia? Przy co łagodniejszych kawałkach moja mama mówi, że jej się podoba, a dopiero potem pyta co to. Przeważnie jest odwrotnie.
Zawsze marzyłam, żeby mieć choć trochę talentu muzycznego. Skoro nie umiem śpiewać, to może chociaż gra na fortepianie? Cóż, to nie jest takie proste jak wiadomo. Ale jakże fajnie byłoby tak sobie grać "For Whom the Bell Tolls"...
Muzyki klasycznej nie potrafię słuchać. Nie lubię i nie chcę lubić. Wolę ostrzejsze kawałki. Już nie przekonuje mnie nawet, że Rachmaninow napisał wszystkie swoje utwory w tonacji durowej, czyli tej smutniejszej, czyli tej lepszej (dla moich melancholijnych uszu). Co innego fuzja orkiestry z rockiem. Chociaż oczywiście wiem, że muzyka klasyczna i grana przez muzyków klasycznie wyksztalconych to nie to samo.
Moc, siła, potęga, przestrzeń - takie określenia przychodzą mi na myśl. "S&M", "Black Symphony" Within Temptation, "Elect the Dead Symphony" Serja Tankiana... Jestem bardzo ciekawa płyty z koncertem rockowo-symfonicznym Comy. Pomysleć, że kiedyś dałabym się pokroić za ten zespół, a teraz nawet nie mogę go słuchać w większych ilościach. Ale ciekawa jestem - bo może orkiestra ucięła trochę tej dziwnej, przerośniętej formy, w jaką obrosła Coma.
Niestety, po Metallice coraz więcej zespołów na fali sukcesów poszło w tę symfoniczną, szlachetną stronę. Nawet nasz Perfect. I Sting. I pewnie tak "eksperymentowawały" tuziny innych, o których nie pamiętam... Taki sam los spotkał także (i także niestety) moją jeszcze bardziej ulubioną formę muzyki rockowej - koncerty unplugged. Ale o tym innym razem.
Póki co pomoshuję trochę przy "Black Symphony". Po co wpuszczać do Brzucha tylko Mozarta, skoro można połaczyć przyjemne z pożytecznym?
Uwielbiam, uwielbiam, uwielbiam!
Przede wszystkim "S&M" Metalliki. Tak, temat wyświechtany i przegadany na wszystkie strony. A mi się podoba. Każdy z utworów zawartych na tej płycie, choć już dobrze znany od lat, jest wyjątkowy. Z towarzyszeniem orkiestry zyskuje na mocy, której już przedtem miał sporo. Moim faworytem od lat są "Bleeding Me" i "Outlaw Torn". Zupełnie niesamowite.
Wydaje mi się też, że rockowy kawałek z towarzyszeniem całej orkiestry, czy to z Warszawy, czy z samego San Fransisco jest jakby bardziej szlachetny. To musi być fanatstyczne uczucie słyszeć, jak dzielna skrzypaczka z renomowanej orkiestry gra twój, w pierwotnej wersji, metalowy utwór. Może też nadanie takiego klasycznego rysu wrzeszczącym gitarom jest pewną formą ich złagodzenia? Przy co łagodniejszych kawałkach moja mama mówi, że jej się podoba, a dopiero potem pyta co to. Przeważnie jest odwrotnie.
Zawsze marzyłam, żeby mieć choć trochę talentu muzycznego. Skoro nie umiem śpiewać, to może chociaż gra na fortepianie? Cóż, to nie jest takie proste jak wiadomo. Ale jakże fajnie byłoby tak sobie grać "For Whom the Bell Tolls"...
Muzyki klasycznej nie potrafię słuchać. Nie lubię i nie chcę lubić. Wolę ostrzejsze kawałki. Już nie przekonuje mnie nawet, że Rachmaninow napisał wszystkie swoje utwory w tonacji durowej, czyli tej smutniejszej, czyli tej lepszej (dla moich melancholijnych uszu). Co innego fuzja orkiestry z rockiem. Chociaż oczywiście wiem, że muzyka klasyczna i grana przez muzyków klasycznie wyksztalconych to nie to samo.
Moc, siła, potęga, przestrzeń - takie określenia przychodzą mi na myśl. "S&M", "Black Symphony" Within Temptation, "Elect the Dead Symphony" Serja Tankiana... Jestem bardzo ciekawa płyty z koncertem rockowo-symfonicznym Comy. Pomysleć, że kiedyś dałabym się pokroić za ten zespół, a teraz nawet nie mogę go słuchać w większych ilościach. Ale ciekawa jestem - bo może orkiestra ucięła trochę tej dziwnej, przerośniętej formy, w jaką obrosła Coma.
Niestety, po Metallice coraz więcej zespołów na fali sukcesów poszło w tę symfoniczną, szlachetną stronę. Nawet nasz Perfect. I Sting. I pewnie tak "eksperymentowawały" tuziny innych, o których nie pamiętam... Taki sam los spotkał także (i także niestety) moją jeszcze bardziej ulubioną formę muzyki rockowej - koncerty unplugged. Ale o tym innym razem.
Póki co pomoshuję trochę przy "Black Symphony". Po co wpuszczać do Brzucha tylko Mozarta, skoro można połaczyć przyjemne z pożytecznym?
Etykiety:
Coma,
Metallica,
Perfect,
Serj Tankian,
Sting,
Within Temptation
Subskrybuj:
Posty (Atom)