Kiedy byłam mała, a w sieciach kablowych była dostępna jeszcze stacja Atomic TV, jeden z jej dziennikarzy mówił o sobie, że ma tyle lat, ile któraś tam płyta Deep Purple. Strasznie mi się to wtedy spodobało – w końcu to oryginalny sposób na jednoczesne przedstawienie się i jednoczesne określenie swoich gustów muzycznych. I brzmi lepiej niż: urodziłem się w roku 19xx. Początkowo obstawałam, że urodziłam się w roku wydania „Brothers In Arms” Dire Straits. W końcu to klasyka, prawda? Prawdopodobnie wymyśliłam tak sobie gdzieś około szóstej klasy szkoły podstawowej. Zamierzchłe czasy magazynów „Bravo” i „Popcorn”. Gdyby The Kelly Family albo Backstreet Boys wydali płytę w pamiętnym roku moich narodzin, na pewno oni byliby pierwszymi bohaterami. Niedługo potem Dire Straits zostali zastąpieni „Misplaced Childhood” Marillion. I tak zostało do dzisiaj.
Tamten rok to również Band Aid, USA for Africa, “Hounds of Love” Kate Bush, debiutu a-ha, Oscara dla Stevie’go Wondera za “I Just Called to say I Love You” (z filmu “Kobieta w czerwieni”)… Nudy, prawda?
Na wspomnianym dawno FB dostępna jest aplikacja, która pokazuje, jaka piosenka była na szczycie list przebojów w dniu urodzenia. U mnie pierwsza trójka przedstawia się następująco:
3. „If You Love Somebody Set Them Free” Sting
2. “Everytime You Go Away” Paul Young
1. “Shout” Tears For Fears
Nudy, prawda? Piosenki, które zna się na pamięć. Które rozpozna się w stanie półprzytomnym w środku nocy. Które nie chcą przestać się nucić.
Co będzie na szczytach list przebojów, kiedy na świat przyjdzie moje dziecko? Ciągle liczę, że nastąpi kolejna rewolucja na miarę Beatlesów, Lata Miłości, punka, grunge’u. I że za cztery miesiące nie będę musiała pisać, że świat aktualnie słucha Lady Gagi, Beyonce, Bruno Marsa, Rihanny czy też innej Taylor Swift. Takie nudy, o których za kolejne 26 lat nikt nie będzie pamiętał.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a-ha. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą a-ha. Pokaż wszystkie posty
środa, 20 października 2010
niedziela, 20 czerwca 2010
Wybory
Hitem dzisiejszego dnia zdecydowanie są wybory prezydenckie. Wyboru dokonałam, teraz oczekuję na wstępne wyniki. Ciekawi mnie gust muzyczny kandydatów - jak bardzo Jarosław Kaczyński lubi muzykę klasyczną, a Andrzej Lepper Ich Troje? Na szczęście to nie rodzaj słuchanej muzyki przesądził o moim wyborze. W dużym stopniu kierowałam się zdaniem (lub brakiem zdania) na temat zwierząt i ich praw. Niestety, niektórzy nadal twierdzą, że zwierzę jest rzeczą, że nie czuje, że można je wykorzystać i zabić, gdy przestanie być użyteczne. Część kandydatów do nich należy. Ja dokonałam wyboru.
Wyboru dokonał też zespół a-ha - w 2010 roku (to już!), po 25 latach wspólny kończą działalność. Żegnają się ze słuchaczami piosenką "Butterfly, Butterfly (The Last Hurrah)" i płytą "25". Piosenka w stylu a-ha - ładna, ciepła, zapadająca w pamięć. Czy będzie kolejny hit? Posłuchamy, zobaczymy. Słyszałam, że przyczyną rozpadu jest chęć skoncentrowania się muzyków na innych dziedzinach, takich jak na przykład polityka. Czy mamy się cieszyć z tego powodu?
Podoba mi się też nowa piosenka Goo Goo Dolls, "Home, zapowiadająca płytę "Something for the Rest of Us". Wokalista zespołu ma bardzo wegetariańskie nazwisko: Rzeznik. Cóż... I tak miło się go słucha. Goo Goo Dolls mieli jeden naprawdę wielki hit: "Iris" z płyty "Dizzy Up the Girl" (w 1998 roku słuchałam na okrągło) i ze ścieżki dźwiękowej do filmu "Miasto Aniołów". Pewnie marzy im się kolejny sukces na listach przebojów na miarę "Iris... Posłuchamy, zobaczymy.
Wyboru dokonał też zespół a-ha - w 2010 roku (to już!), po 25 latach wspólny kończą działalność. Żegnają się ze słuchaczami piosenką "Butterfly, Butterfly (The Last Hurrah)" i płytą "25". Piosenka w stylu a-ha - ładna, ciepła, zapadająca w pamięć. Czy będzie kolejny hit? Posłuchamy, zobaczymy. Słyszałam, że przyczyną rozpadu jest chęć skoncentrowania się muzyków na innych dziedzinach, takich jak na przykład polityka. Czy mamy się cieszyć z tego powodu?
Podoba mi się też nowa piosenka Goo Goo Dolls, "Home, zapowiadająca płytę "Something for the Rest of Us". Wokalista zespołu ma bardzo wegetariańskie nazwisko: Rzeznik. Cóż... I tak miło się go słucha. Goo Goo Dolls mieli jeden naprawdę wielki hit: "Iris" z płyty "Dizzy Up the Girl" (w 1998 roku słuchałam na okrągło) i ze ścieżki dźwiękowej do filmu "Miasto Aniołów". Pewnie marzy im się kolejny sukces na listach przebojów na miarę "Iris... Posłuchamy, zobaczymy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)